
Jest to kontynuacja artykułu „Rozgrywka przed flopem”. Jak sama nazwa wskazuje, że właśnie zabieramy się za to co dzieje się po odkryciu pierwszych trzech kart. Ci, którzy przeżyli – niejednokrotnie bardzo drastyczną – licytację przed flopem dochodzą do punktu zwrotnego. Praktycznie rzecz biorąc pojawienie się tych właśnie trzech kart decyduje o tym, czy będziemy w stanie utworzyć pokerową figurę czy też nie. Oczywiście, nie mówię, że turn i river (czyli kolejno, czwarta i ostatnia, piąta karta) są bezużyteczne bo tak nie jest. Problem jednak tkwi w tym, że większość graczy uważa te dwie karty jedynie za coś, na czym można polegać jedynie gdy chcemy rzucić się wirowi szczęścia, a to nie jest sposób – przynajmniej nie w pokerze. Oczywiście nie mówię tu o wszystkich. Jak to wpływa na rozgrywkę? Mniej więcej tak, że większość nieprofesjonalnych graczy potrafi zepsuć licytację już po ujrzeniu flopa, a tym samym popsuć całe rozdanie. Skupmy się jednak na samej rozgrywce. To o czym musimy tu pamiętać to to, abyśmy utrzymali ten sam styl gry, który zaprezentowaliśmy przed flopem. Gdy zmienimy taktykę, inni, Ci bardziej wprawieni gracze zauważą tą zmianę i na jej podstawie bez problemu wyczytają co kryjemy pod ręką. Oczywiście możemy zablefować, ale do tego potrzeba jeszcze więcej umiejętności niż do opanowania emocji i nie chodzi mi tu o znajomości wykorzystania tak trywialnych rzeczy jak zasady pokera. Gdy nam się uda zachować spokój i styl gry, jedyne co nam pozostaje to przebrnąć przez pozostałe dwie licytacje obronną ręką, tak jak nam podpowiada intuicja oglądająca i analizująca sytuację na stole. Ostatnia licytacja, następująca po odkryciu rivera i przed odkryciem rąk pokerowych jest równie ważna co licytacja pierwsza. Nieraz zdarzyło się, że to właśnie w niej gracze, których czerwona lampka ostrzegawcza właśnie zgasła potrafią zawalić całe rozdanie, odkrywając swoje tajemnice i zdradzając samych siebie. Trzeba zatem pamiętać, żeby do końca zachować stalowe nerwy na tym bowiem opiera się poker.

